Biedak znalazł na ulicy paczkę banknotów.
Pokusa była wielka, bo paczka zawierała aż
tysiąc pięćset złotych. Lecz, że uczciwość biedaka była
silniejsza od pokusy, więc ogłosił o znalezionym
skarbie i — właściciel wnet się zgłosił.
Na nieszczęście biedaka właściciel ów okazał
się człowiekiem bardzo bogatym i jeszcze bardziej
chciwym. Odebrawszy ze zrozumiałą radością swoją
zgubę, ślicznie podziękował uczciwemu znalazcy i —
więcej nic…
Biedak nieśmiało poprosił o należną mu podług
prawa nagrodę. Na co ów bogaty chciwiec:
— Widzę, żeś sam już pobrał swoje wynagrodzenie.
Bom zgubił tysiąc siedemset złotych, a od-
dajesz mi tylko tysiąc pięćset.
Biedak, przekonany o swej krzywdzie, zażądał
sądu rabina.
Mądry rabin, wysłuchawszy sprawy uważnie
tak orzekł:
— Ponieważ bogacz utrzymuje, że zgubił
tysiąc siedemset złotych, a my nie mamy żadnego
powodu podejrzewać biedaka, że skradł dwieście złotych,
bo mógł przecież — gdyby nie był uczciwym —
wziąć sobie wszystkie pieniądze, więc wynika, że ta
paczka banknotów, którą biedak znalazł, wcale nie
należy do bogacza; że to jest zupełnie inna zguba.
Niechaj więc te pieniądze zostaną w rękach znalazcy,
aż się zjawi ten, który te tysiąc pięćset złotych
zgubił.

