Wydarzenia marcowe

Na wstępie warto zwrócić uwagę, iż splot społeczno-politycznych zdarzeń, który w naszej historii określamy mianem „Wydarzeń marcowych” zbiegł się w czasie i przestrzeni geopolitycznej z tzw. Praską Wiosną. Pod przywództwem charyzmatycznego lidera partyjnego Słowacji, Alexandra Dubčeka, w Czechosłowacji usiłowano wprowadzić system mniej zależny od Moskwy. Nazwano go potocznie „socjalizmem z ludzką twarzą”.

Nie spodobało się to władzom innych krajów Układu Warszawskiego, a w szczególności w NRD i …Polsce. Ostro potępiali czechosłowackie przemiany – definiowane przez nich jako „Kontrrewolucję” – zarówno Walter Ulbricht, jaki i …Władysław Gomułka. Jak na ironię, to właśnie towarzysz „Wiesław” musiał wówczas we własnym kraju zmagać się z protestami studenckimi i narastającym kryzysem politycznym, który jaskrawo zaostrzył się w marcu 1968. Generalnie, studenci wystąpili w obronie mickiewiczowskich „Dziadów” przeciw samowoli komunistycznej cenzury, nakazującej zdjęcie sztuki po ostatnim przedstawieniu, 30 stycznia 1968 r. Spektakl ten, reżyserowany przez Kazimierza Dejmka, z Gustawem Holoubkiem w roli Gustawa, miał swoją premierę pod koniec listopada 1967 r. w Teatrze Narodowym w Warszawie. Przedstawienie spotkało się z ostrą krytyką kierownictwa PZPR. Wezwany 21 grudnia 1967 w trybie nagłym do KC Kazimierz Dejmek usłyszał od Wincentego Kraśki, kierownika Wydziału Kultury, że jego inscenizacja „Dziadów” jest antyrosyjska, antyradziecka i religiancka.

Ostatni spektakl, który odbył się 30 stycznia, zgromadził tłumy. Publiczność reagowała bardzo spontanicznie, wznoszono okrzyki: „Niepodległość bez cenzury!”, „Chcemy Dziadów!”, „Dejmek, Dejmek!”. Po zakończeniu sztuki uformował się pochód, który skandując „Wolna sztuka! Wolny teatr!” przeszedł pod pomnik Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu.  Studenci wznosili również takie hasła, jak: „ Chcemy Kultury bez cenzury”, a w odniesieniu do Praskiej Wiosny: „Polska czeka na Dubčeka”.

W wyniku interwencji milicji, zatrzymano wiele osób pod zarzutem „zakłócania porządku publicznego”. Po demonstracji, dwaj studenci – Adam Michnik i Henryk Szlajfer – poinformowali o jej przebiegu korespondenta francuskiego dziennika „Le Monde”. Wiadomości te zostały następnie rozpowszechnione przez Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa.

Grunt do tak otwartych i śmiałych protestów  został skutecznie przygotowany już w pierwszej połowie lat 60. przez reformatorską działalność ideologiczną grupy studentów i młodych naukowców, których coraz powszechniej nazywano: ”Komandosami”. Należeli do nich, między innymi: Karol Modzelewski, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruńczyk, Jan Lityński, czy Antoni Macierewicz. Często za swą odwagę płacili sądowymi wyrokami utraty wolności.

Niestety, podobnie represyjnie, partyjna władza reagowała w trakcie Wydarzeń marcowych. Już na początku tego miesiąca, relegowano z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera za wspomnianą relację reporterom „Le Monde”.

Zdjęcie z afisza „Dziadów” wywołało oburzenie części środowisk intelektualnych. Już 29 lutego do działań studenckich przyłączyło się środowisko literatów, na czele ze Związkiem Literatów Polskich.  Na zwołanym wówczas nadzwyczajnym zebraniu Oddziału Warszawskiego przyjęto tzw. rezolucję Andrzeja Kijowskiego, potępiającą politykę kulturalną w PRL. Mocne wystąpienia na zebraniu zaprezentowali Antoni SłonimskiPaweł Jasienica (Lech Beynar) oraz Stefan Kisielewski. Kisielewski mówił o dyktaturze ciemniakóww polskim życiu kulturalnym. Ich wypowiedzi (a szczególnie Kisielewskiego) odbiły się szerokim echem w Polsce i świecie.  Reperkusją tych wystąpień było pobicie Stefana Kisielewskiego przez „nieznanych sprawców”, a Paweł Jasienica stał się obiektem zaszczucia i niewyobrażalnych szykan ze strony SB-ków aż po ostatnie dni swego życia. Perfidia jego prześladowców była wyjątkowa.  To z ich inspiracji, Zofia O’Bretenny (ps. „Nena”) – ich tajna agentka – związała się z Jasienicą, pieczętując związek z pisarzem aktem ślubnym (1969 r). Żona skrupulatnie donosiła na męża, informując SB o jego rozmowach, spotkaniach, poglądach oraz planach pisarskich. Jej działalność wyszła na jaw dopiero po śmierci pisarza i była częścią szerszej operacji mającej na celu jego zniszczenie i skompromitowanie. W ten sposób, nieświadomy podstępu Jasienica był osaczony przez SB, a donosy żony były kluczowe dla esbeków, którzy znali każdy jego krok. Paweł Jasienica zmarł w 1970 roku, będąc w stanie skrajnego wyczerpania psychicznego. Po jego śmierci Zofia Beynar (nazwisko po zmarłym małżonku) nadal współpracowała z SB, a nawet sprzedawała bibliotekę zmarłego męża.

8 marca 1968 roku na Uniwersytecie Warszawskim odbył się wiec protestacyjny „przeciwko haniebnej decyzji zakazującej wystawienia 'Dziadów’ w Teatrze Narodowym” oraz relegowaniu z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera. W przyjętej rezolucji studenci stwierdzali: „Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do obrony demokratycznych i niepodległościowych tradycji Narodu Polskiego. Nie umilkniemy wobec represji”. Wiec został brutalnie zaatakowany przez oddziały milicji oraz „aktyw robotniczy”.

Jednak rewolucyjna atmosfera rozszerzyła się na pozostałe warszawskie uczelnie.

Już nazajutrz, 9 marca, na Politechnice Warszawskiej odbył się pierwszy wiec popierający studentów Uniwersytetu Warszawskiego i potępiający brutalne działania milicji. Studenci domagali się, aby władze uczelni i Senat zajęły oficjalne stanowisko odnośnie wydarzeń na Uniwersytecie. A warto pamiętać, iż Politechnika była w tym czasie największą uczelnią w stolicy. Na studiach dziennych studiowało tam wówczas 12 tysięcy osób.  W następnych dniach w Gmachu Głównym Politechniki odbyło się jeszcze kilka wieców. Największy z nich, 13 marca 1968 r., z udziałem rektora i senatu uczelni, zgromadził 8 tysięcy osób. Przyjęto na nim rezolucję, w której żądano m.in. przestrzegania zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i zgromadzeń, uwolnienia zatrzymanych oraz zaprzestania represji wobec studentów, ukarania winnych brutalnych akcji przeciwko młodzieży, sprostowania w prasie, radiu i telewizji fałszywych informacji na temat ostatnich zajść.

Fala wieców protestacyjnych przeszła w następnych dniach przez większość warszawskich uczelni, a wkrótce rozlała się po większości krajowych.

Wreszcie, 19 marca  w Sali Kongresowej odbył się wiec PZPR.  Głos zabrał Władysław Gomułka. Krytykował spektakl „Dziady”, zarzucając temu przedstawieniu świadome godzenie w przyjaźń polsko-radziecką wskutek przemycania w sztuce antyradzieckich treści. Przy tej okazji zaatakował Związek Literatów Polskich – w tym Stefana Kisielewskiego, Janusza Szpotańskiego oraz Pawła Jasienicę. Jeśli chodzi o Janusza Szpotańskiego, to ten wyjątkowo naraził sie towarzyszowi „Wiesławowi”, poprzez wystawienie i publikację swej satyrycznej opery (szopki) w 1964 roku, pt: „Cisi i gęgacze, czyli bal u prezydenta, opera w trzech aktach z uwerturą i finałem” będącą bezlitosnym pamfletem na władze PRL i osobę Władysława Gomułki, nazwanego w szopce „Gnomem”. Za ten utwór, krążący w drugim obiegu, autor został skazany w 1968 r. na 3 lata więzienia. Oceniając wiec z 8 marca na Uniwersytecie Warszawskim, I sekretarz uznał, że do zamieszek doprowadzili studenci pochodzenia żydowskiego. Przemówienie Gomułki w długich partiach sankcjonowało niejako rozwiniętą przez władze kampanię „antysyjonistyczną”.

21 marca Politechnika Warszawska ogłosiła 48-godzinny strajk okupacyjny, a na Uniwersytecie Warszawskim zorganizowano kolejny wiec. W ich efekcie zostali zwolnieni naukowcy profesorowie Bronisław BaczkoWłodzimierz BrusLeszek KołakowskiStefan Morawski, docenci Zygmunt Bauman i Maria Hirszowicz-Bielińska. Równocześnie prasa zaczęła szkalować zwolnionych pracowników naukowych, przypisując im syjonistyczny światopogląd i takąż aktywność.

28 marca odbył się ostatni wiec, na którym studenci domagali się przywrócenia do pracy zwolnionych profesorów i docentów i zaprzestania ataków prasy. Uchwalono Deklarację Ruchu Studenckiego, w której żądano swobody zrzeszeń, wolności opinii, zniesienia cenzury, przestrzegania praw obywatelskich oraz wprowadzenia społecznej kontroli własności państwowej, niezawisłego sądownictwa i powołania Trybunału Konstytucyjnego. Po tym wiecu władze uczelni skreśliły z listy studentów 34 osoby i zawiesiły w prawach studenta kolejne 11. Pod koniec marca rozwiązano wydziały Ekonomii i Filozofii, cały trzeci rok na Wydziale Matematyczno-Fizycznym oraz psychologię na Wydziale Pedagogicznym. Na mocy tej decyzji 1616 osób usunięto ze studiów. Większość relegowanych studentów wcielono do wojska (niektórzy uczestniczyli w operacji „Dunaj”, która miała zatrzymać reformy polityczne w Czechosłowacji). Zarzuty o syjonizm przebrzmiewały tu we wszystkich przypadkach i osobach..

Protesty środowisk akademickich zostały stłumione w całym kraju do końca marca 1968 r. Komunistyczna propaganda, rozbudzając nastroje antyinteligenckie i antysemickie, przedstawiała je jako prowokację i syjonistyczny spisek. W całym kraju w zakładach pracy organizowane były tzw. masówki popierające władze i potępiające wystąpienia młodzieży akademickiej. Odbywały się one pod hasłami: „Studenci do nauki, literaci do pióra!”, „Ukarać prowodyrów!”, „Syjoniści do Syjamu!” (reprezentanci Dyktatury Ciemniaków nie dostrzegali różnicy między Syjonem i Syjamem….), oraz: „Mośki do Izraela!”.

Podczas protestów studenckich nieustannie narastała owa kampania antysemicka. W pewnym momencie rozkolportowano ulotkę „Kogo popieracie?”. Anonimowi autorzy ostrzegali studentów przed bananową młodzieżą, w której dopatrzyli się prowokatorów dotychczasowych wystąpień. Na liście dołączonej do ulotki wymieniono członków TSKŻP oraz młodzieżowego klubu „Babel”.  Postrzegano ich jako centrum antypaństwowego spisku. Antysemityzm był już przedtem istotnym elementem walki o władzę w PZPR, wykorzystywanym przez obóz skupiony wokół frakcji Mieczysława Moczara (tzw. Partyzanci). Okazał się również przydatną, choć żenującą bronią w rozgrywkach frakcyjnych podczas Wydarzeń marcowych.

Wskutek czystek antysemickich, około 13 tys. Żydów zmuszono do opuszczenia kraju i pozbawiono polskiego obywatelstwa. Jednocześnie brutalna kampania antysemicka w instytucji państwowych, uczelniach i zakładach pracy wyeliminowała wybitnych liderów pochodzenia żydowskiego, co rykoszetem obniżyło na długie lata poziom wielu departamentów polskiej nauki i kultury.Był to prawdziwy drenaż mózgów i zasobów ludzkich, jakimi dysponowała Polska .Straty w tej materii były nie do powetowania, a prestiż Polski na arenie międzynarodowej praktycznie przestał istnieć. Bolesne pożegnania przyjaciół odjeżdżających z Dworca Gdańskiego (na ogół w porach nocnych) ściskających zamiast paszportów, tzw. dokumenty podróży z wpisem „posiadacz niniejszego dokumentu nie jest obywatelem polskim”, najlepiej ilustruje autobiograficzna narracja Henryka Dasko pt. Dworzec Gdański. Historia niedokończona.  Autor był polskim dziennikarzem, krytykiem literackim i publicystą pochodzenia żydowskiego, który po wydarzeniach Marca ’68 wyemigrował do Kanady. Był autorem świetnie napisanych esejów o pisarstwie Marka Hłaski, Andrzeja Brychta, Jerzego Kosińskiego i Leopolda Tyrmanda. Kiedy pociąg zwolna ruszał z peronu Dworca Gdańskiego, pisarz zawołał do żegnających go przyjaciół: „To nie ja jadę na Zachód, to Wy na Wschód”…

Jacek Mazur

Przewijanie do góry