Marian Turski

Karta pamięci

Marian Turski

3 kamyków pamięci

Biografia

Marian Turski (ur. jako Mosze Turbowicz) 26 czerwca 1926 w Porzeczu, zm. 18 lutego 2025 w Warszawie) – polski historyk, dziennikarz i działacz społeczny pochodzenia żydowskiego, ocalały z Holocaustu.

Od 1940, jako osadzony, przebywał w getcie łódzkim, w latach 1944–1945 był więźniem KL Auschwitz-Birkenau. Przeżył marsz śmierci z Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego, następnie był więziony w KL Buchenwald.

W okresie PRL działacz organizacji komunistycznych i pracownik instytucji państwowych. W latach 1956–1957 zastępca redaktora naczelnego „Sztandaru Młodych”. Od 1957 publicysta, a w latach 1958–2025 kierownik działu historycznego „Polityki”. Członek (1995–2025), wiceprzewodniczący (1995–1999; ponownie 2011–2025) i przewodniczący (1999–2011) Zarządu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce[7].

Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej. Członek Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej i Rady Stowarzyszenia prowadzącego Dom Konferencji w Wannsee. W latach 2009–2025 przewodniczący Rady Muzeum Historii Żydów Polskich Polin.


Wspomnienie

Nie byłem w pierwszym kręgu jego przyjaciół. Znać się długo to nie znaczy dobrze. Przez ostatnie dwa lata do jego odejścia te kontakty się zacieśniły. Potrzebował mnie jak niegdyś przed laty…

Marian był gigantem. Drobny trochę schorowany, swoja siłą, prestiżem i historią, a czasem mądrością mógłby obdzielić wielu prezydentów. Słuchali go pilnie wszyscy, jego słowa tkwiły, zostawały w pamięci, słynne nie bądźcie obojętni.  Myślę, że nigdy by  się nie poniżył do rozmowy z Braunem. On świadek Zagłady dorastający w cieniu komór gazowych, skazany przez los obserwator ginięcia swojego narodu.

Jako młody dziennikarz nie zdawałem sobie ciężary gatunkowego Tego Człowieka. A było to tak:

Lata siedemdziesiąte, lekka gierkowska odwilż, Klub Dziennikarzy Kaczka zrzeszał nas sympatyków nart, weselszego życia na po nartach, w Szczyrku dziennikarskie mistrzostwa, pierwsze wyciągi, radosny dom FWP Drukarz. Nie będę pisał o naszych ekscesach, nie pora i miejsce. W tej pięćdziesiątce braci po piórze para starszych dla nas Ludzi: Państwo Turscy.

Pierwszy raz Marian zaznaczył swoją obecność jak o drugiej w nocy wkroczył do rozbawionej jadalni i krzyknął:  jazda do łóżek. Wiara ucichła.

Drugi raz na stoku slalomowym. Zapanowała cisza; uwaga jedzie Marian. Jechał tak jak umiał, żadne tam christianie, pakowanie się w bramki. Powoli łuki z pługu starą szkołą.

Trochę to trwało, ale były brawa. Miał duszę sportowca i bardzo to lubił.

Jakoś mnie wyłuskał z tłumu zaprosił mnie z moją panną do stolika. Kasia była malarką – w domu Turskich pełno był płócien. Mariana ewidentnie bawiło moje sportowe dziennikarstwo

Niedługo późną wiosną, a może już jesienią, na dziennikarskim rajdzie pojawił się z Żoną, Marian. Przyjechali nowiutkim Wartburgiem. Nie będę opisywał prób zręcznościowych za kierownicą. Liczył się udział. Kiedy jednak po półgodzinie oczekiwania nie widziałem go na mecie – komórek nie było – ruszyłem na poszukiwania.  Po kilkunastu kilometrach zobaczyłem auto z uniesioną maską i zafrasowanego kierowcę. Sekundy trwało założenie fajki na świecę. Był zapalonym automobilistą, ale przez lata samochód był marzeniem, rarytasem.

Takie miałem z nim przygody, do czasu śmierci Mariana Kalwarego, gdy zaprosił mnie do domu i patrząc głęboko w oczy, powiedział „Musisz to wziąć. Kombatanci muszą istnieć. Pamięć o Holokauście jest najważniejsza”

Jan Okulicz Kozaryn

← Wróć do macew
Przewijanie do góry